czwartek, 24 grudnia 2015

ŚWIĘTA!

Dzień dobry!
Nastał ten czas, dzisiaj wigilia i świąteczne żarcie. Przygotowania idą u mnie pełną parą. A u was?
Z okazji tych świąt chciałabym wam życzyć spełnienia waszych najskrytszych marzeń, pieniędzy, szczęścia w miłości, dużo zdrowia i samozaparcia w nadchodzącym nowym roku. Żebyście zawsze dążyli do celu i nie poddawali się tak łatwo. Uśmiechu na twarzy i super prezentów pod choinką.

22 grudnia w moim liceum obchodziliśmy wigilię klasową. Było dużo pyszności na stole i super prezenty, ale zawsze się znajdzie taki ktoś, kto będzie się o wszystko czepiał. Nie powiem kto to, bo i tak dużo wam to nie powie, ale jakbym mogła najchętniej dostała by łyżką świątecznej kapusty z grochem czy śledzikiem na raz po prostu w twarz. *a podobno w święta się wybacza*. Co prawda nie mogłam za dużo pomóc przy przygotowaniach, ponieważ ledwo się z tym gipsem doczołgałam na pierwsze piętro i miałam już dość, ale byłam dzielna i dałam radę, jak już wiecie to nigdy się tak łatwo nie poddaję.






 Wczoraj wraz z moim młodszym rodzeństwem ciotecznym postanowiliśmy zrobić pierniczki, żeby móc powiesić je na choince. Powiem wam szczerze, że nie bawiliśmy się w skomplikowane przepisy na pierniczki niczym te na sernik Pascala, tylko poszliśmy po najmniejszej linii oporu. *aż wstyd się przyznać*. Wszystko zajęło nam 4 godziny, bo to ciasto chyba miało dałna. Efekt końcowy nie był co prawda powalający na kolana, ale cieszył oczy.
P.S. Może i te pierniczki ładnie wyglądają, ale niestety smakują paskudnie. Sama chemia i piecze cholernie w język!








Kochani jeszcze raz wszystkiego najlepszego z okazji świąt Bożego Narodzenia! Mam nadzieję, że zobaczymy się jeszcze w starym roku.
P.S.2. Śledźcie mojego snapa i instagrama: pixelowelove
ZAPRASZAM!

sobota, 19 grudnia 2015

Dzielenie się opłatkiem?

Dzień dobry wszystkim!
Już niedługo święta, a ja nawet nie jestem w połowie ogarnięta. Jedyne co zrobiłam to posprzątałam pokój rodziców i swój. Kompletnie do mnie nie dociera, że już za kilka dni będzie wigilia. Lubię ten okres świąteczny, ponieważ to jedyny taki czas, gdzie jesteśmy wszyscy razem przy wspólnym stole i wspominamy dawne czasy. Zapach wigilijnych potraw i żywej choinki sprawia, że od razu się uśmiecham i nie mogę się doczekać pierwszej gwiazdki. *bo wtedy zaczyna się jeść, hahaha* co prawda zawsze okłamuję wszystkich, ze ta gwiazdka już dawno jest na niebie, żeby mieć to już po prostu z głowy. Jedynym elementem, który mógłby nie istnieć w wigilijny dzień to dzielenie się opłatkiem. Moim zdaniem sztuczne życzenia, nawet te od bliskich są bez sensu.
Przez ostatnie dni nie robiłam kompletnie nic, poza oglądaniem filmów na 'jutubie' czy sprzątania. Zresztą co ja mogę robić wielkiego mając nogę w gipsie. Jeśli ktoś kiedyś miał coś w gipsie to łączę się w bólu!
P.S. Jeśli macie jakieś sposoby na nudę (pomijam czytanie książek, telewizja czy internet) to koniecznie do mnie napiszcie!



 A oto arcydzieło mojego chłopaka Michała. Widać jak bardzo poniosła go wena twórcza! XD




wtorek, 15 grudnia 2015

#Kuchenne Rewolucje

Dzień dobry, Cześć i Czołem!
Nadeszła ta wiekopomna chwila, którą kiedyś tam obiecałam. A mianowicie pseudo 'rewoluję' na moim blogu. Postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli gotowanie z prowadzeniem bloga. Będę wrzucać ciekawe i proste przepisy, które każdy (nawet ten najbardziej wybitny kucharz) może zrobić. Uważam, że będzie to ciekawe i pożyteczne urozmaicenie na moim blogu.
Na początek coś co uwielbia każdy, czyli CZEKOLADOWE BABECZKI!

Składniki:
2 szklanki mąki
1/2 szklani oleju
1 szklanka mleka
4 łyżki kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 tabliczka czekolady
1 tabliczka gorzkiej czekolady

Przepis:
Nie będziemy bawić się w skomplikowane instrukcje niczym przepis na bigos Makłowicza tylko wytłumaczę wam to jak najprościej...
Przygotuj sobie wszystkie składniki, które wypisałam wcześniej na blat kuchenny lub, gdzie tam sobie chcesz. Ważne jest to, żebyś wszystko miał pod ręką. Wstaw piekarnik na 180 stopni, żeby zaczął powoli się rozgrzewać. Do miksera dodaj wszystkie PŁYNNE składniki do momentu w którym wszystko idealnie się ze sobą wymiesza. (średnie obroty miksera). Następnie dodawaj mąkę (jeśli jesteś zaawansowanym kucharzem przesyp ją najpierw przez sito, żeby nie pojawiły się potem niechciane grudki). Potem dodaj kakao, proszek do pieczenia i pokrojoną w kostkę gorzką czekoladę. Mieszaj (na średnich obrotach) do momentu uzyskania jednolitej masy. W momencie, kiedy twoje babeczki się 'miksują' przyszykuj sobie foremki, do których będziesz mógł wlać swoją babeczkową masę. Kiedy masa jest gotowa, przełóż  babeczki do foremek i wstaw do rozgrzanego wcześniej piekarnika na 16-20 minut.
P.S. Kiedy babeczki już wystygną możesz posypać je cukrem pudrem!
Smacznego!


Jeśli przepis Ci się spodobał koniecznie napisz do mnie i wyślij zdjęcie zrobionych przez Ciebie babeczek!
Do zobaczenia już wkrótce!

poniedziałek, 14 grudnia 2015

POWRÓT SMOKA!

Cześć wszystkim!
Pewnie zaraz poleci ostry hejt w moją stronę o systematyczności pracy na moim blogu. Nie będę tłumaczyć się znowu brakiem czasu, czy nadmierną ilością materiału w moim liceum. Po prostu przyznaję się bez bicia, że nie miałam na to kompletnie sił. Każdy z was w swoim życiu przechodzi taki okres, gdzie najchętniej zaszyłby się w ciemnym kącie swojego pokoju i z nikim się nie odzywał. Obecnie mam nogę w gipsie i czas, żeby się do was odezwać, bo ciągłe leżenie, lub czytanie książek staje się już po prostu nudne. Wiecie doskonale, że tego bloga traktuję jak swój 'pamiętnik', no ale bez przesady, wszystkiego mówić tu nie będę, bo chyba każdy ma jakieś swoje głębsze tajemnice i historie. Z uwagi na to, ze idą święta (a wiecie, jak święta to i prezenty #materialistkatakbardzo) to pora na zmiany i rewolucje na wszelkich portalach społecznościowych i nie tylko. W wielu postach poruszałam temat tego, jak bardzo lubię kręcić filmiki i jak świetnie się przy tym bawię. To moje drugie najciekawsze hobby, które jest zaraz po gotowaniu. Kiedy uda mi się zebrać wystarczającą kwotę na jakiś aparat od razu zabieram się na JUTUBA. (Spokojnie, poinformuję was o tym, ale zawsze snapowicze mają lepiej więc na wszelki wypadek #promo *snap: pixelowelove*) Ostatnio strasznie dużo się dzieje i nie mam pojęcia jak to wszystko ze sobą pogodzić. Nie dość, że przygotowania świąteczne mnie dobijają to jeszcze głupie zrobienie sobie herbaty sprawia mi trudność, bo nie umiem chodzić w tym stwardniałym kapciu zwanym gipsem. Jedyny plus, to litość mojej mamy, która pozwoliła mi zostać w domu, bo wie, ze bym się prędzej czy później zabiła, hahahaha.
Wiadomość dla niecierpliwych: W piątek (18 grudnia) idę na PREMIERĘ STAR WARS'ów z moim chłopakiem. Już się nie mogę doczekać! Mam nadzieję, że będę zadowolona i wrażenia będą pozytywne. Choć nie wiem jak ja się doczołgam do ostatniego rzędu to myślę, że jakoś sprostam temu zadaniu. A jak nie to mnie tam wniosą. To się będzie nazywało efektowne wejście!

środa, 4 listopada 2015

Priorytety.

Mijają kolejne dni, a mojego telefonu tak jak nie było tak nie ma... Coraz częściej mam DEJA VU pewnych spraw, których nigdy nie chciałabym przeżywać ponownie. Pisząc tego posta również towarzyszy mi to uczucie, które nie jest mi obce. Przez moją długą nieobecność narobiłam sobie i wam zaległości. Wiem, że pewnie nie jest tu was tyle, żeby podbić świat, ale od jednostek się zaczyna.. Cały czas pogrążona tokiem nauki, nauki, domu i nauki zapomniałam o rzeczach dla mnie najważniejszych. Chcąc być najlepszym tak na prawdę stajesz się najgorszym. Chcesz dążyć do celu za wszelką cenę. Żeby mieć w życiu wszystko i nie martwić się o jakieś bezsensowne gówna, które mogą nam spieprzyć wszystko. Nie ma ludzi wiecznie zadowolonych i szczęśliwych, są tylko idioci, którzy tylko udają albo wierzą, że tak jest. Problemy są i zawsze będą, tego nie unikniemy. Pewnie myślicie dlaczego taki temat o godzinie prawie 1 w nocy? Sama nie wiem.. Gdy słuchasz muzyki, leżysz w łóżku i lampisz się w sufit, wtedy nachodzą Cię przemyślenia 'A co by było gdyby?, Dlaczego jest tak, a nie inaczej?, Po co to wszystko?' To podstawowe pytania, na które nigdy nie znam odpowiedzi. Wiem, że czasem każdy w życiu zawala jakąś sprawę, ale należę do takich osób co się nie poddają i wierzą, że musi być dobrze. Trzeba naprawiać swoje błędy i nie zapominać nigdy o tym, że rodzina i przyjaciele są zawsze na pierwszym miejscu i nigdy nie powinno być inaczej, bo wszystko ma swoje priorytety, pamiętajcie!
P.S. Gdy odzyskam telefon od razu rewolucja na moim blogu! Podpowiem, że ludzie, którzy lubią degustować świat, będą bardzo zadowoleni z mojego pomysłu.
A wy jakie macie priorytety? :)

czwartek, 22 października 2015

Krytyka? Tak czy Nie?

Słuchając najlepszej piosenki na przemyślenia jaką jest 'Perfect' 1D, postanowiłam napisać post, o którym już bardzo dawno myślałam. Z drugiej strony chciałabym bardzo podziękować tym osobą, którzy byli ze mną od samego początku i wspierali mnie w prowadzeniu tego bloga. Z każdym dniem pojawia się coraz więcej wyświetleń co mega cieszy i daje jeszcze większą motywację do tworzenia. Udowadnia to także, że kogoś w jakimś stopniu interesują te moje 'wypociny', ale zawsze bardzo się staram, żeby to wszystko miało spójność i sens. Wracając do przecudownej piosenki jaka pojawiła się dokładnie 5 dni temu, o której już wcześniej wspomniałam chciałabym odwołać się do tego, że nigdy nie powinniśmy wątpić w swoje możliwości. Stawiać czoła trudnością jakie nam towarzyszą w codziennym życiu i pokazać, że naprawdę warto. Nigdy nie tracić nadziei i dzięki swojej systematyczności i ciężkiej pracy osiągnąć wymarzony sukces... Nie ma na świecie ludzi idealnych, są tacy, którzy tylko na siłę próbują. Osobiście nie polecam takiego stanu bycia, bo nie prowadzi to do niczego dobrego. Znęcanie się starszych kolegów, rówieśników z najbliższego otoczenia daje mocnego kopa w dupę. Kiedyś przejmowałam się tym strasznie, myślałam, że trafię przez to do wariatkowa, gdzie będę siedzieć w izolatce i jeszcze bardziej pogłębiać się o tym co myślą o mnie inni. Nieprzespane noce, cały czas lęk przed następnym dniem, łzy w oczach na samą myśl o szkole i innych. Tylko najbliższe osoby, które stawały na głowie, żeby mi  pomóc okazały się przyjaciółmi na całe życie. Umieją zrozumieć, pocieszyć, a jak trzeba to nawet opieprzyć. Dzięki nim zawdzięczam lepsze jutro i pozytywne spojrzenie na cały świat. Zdecydowałam się o tym napisać, ponieważ uważam, że takie tematy powinny być podejmowane przez osoby, które chcą wyrazić samych siebie i podzielić się tym z innymi.
P.S. Niestety dzisiaj nie będzie żadnych zdjęć, ponieważ telefon został oddany do serwisu i jestem skazana na okres dwóch tygodni na jakiś stary toster. Mam nadzieję, że post wam się spodobał i odbierzecie go pozytywnie.
P.S.2 Link do piosenki! https://www.youtube.com/watch?v=Ho32Oh6b4jc

piątek, 16 października 2015

Wszystko w jednym!

Cześć moje kochane misie pysie!
(zawaliło trochę słodkością, ale raz na kiedyś można)

Najbardziej w prowadzeniu bloga wkurza mnie moja systematyczność, a raczej jej brak. Kiedy mam już wszystko gotowe do opublikowania lub potrzebuję tylko chwili, żeby nanieść ostatnie poprawki mój komputer pokazuje jak bardzo mnie kocha i wtedy albo się zacina, albo usuwa całą pracę i jestem w wielkiej dupie...że należę do osób bardzo upartych ponawiam swoje próby, żeby mieć z wami stały kontakt i przekazywać wam informacje z pierwszej ręki...ale po co skoro ponownie może się to wszystko wszystko usunąć! Wtedy opadam z sił, wsuwam ostatni kawałek czekolady i idę na spacer trochę wrzeszcząc na samą siebie, jaka to ze mnie jest pierdoła. Kolejnym super wydarzeniem a raczej cholernie kijową sytuacją jest to, ze kilka dni temu mój najwspanialszy telefon wpadł *za przeproszeniem* do kibla i prawie się utopił na amen. Odruchem bezwarunkowym szybko go wyciągnęłam, osuszyłam, a następnie wsadziłam do ryżu na kilka dni. Żyłam w strachu przez 72 godziny, ponieważ jestem bardzo od tego telefonu uzależniona. To na nim pracuje, snapuje, uczę się i mam kontakt ze światem. I tak, tak przyznaję się do tego bez bicia i nie będę udawać.. jestem uzależniona i koniec. Wróćmy może do fajnych wydarzeń z ostatnich czasów jakie odbyły się w moim rodzinnym mieście, a mianowicie FESTIWAL ŚWIATEŁ!! Mówię wam, było genialnie! Miliony kolorowych świateł, super atmosfera, spędzanie czasu z przyjaciółmi. Lepiej być nie mogło. (prócz tego, że pizgało niemiłosiernie)  Na takim festiwalu byłam dopiero pierwszy raz, ale mam nadzieję, że jeśli nadarzy się jeszcze jakaś okazja to na pewno pójdę bez wahania.





Mam nadzieję, że post się podobał i, że już nigdy komputer mi nie nawali. Teraz systematyczność to słowo przewodnie na tym blogu!
P.S. Szykujcie się na coś specjalnego w najbliższym czasie! Nastąpią ogromne zmiany, będzie super <3

niedziela, 27 września 2015

Trochę elegancko

Witam wszystkich z mega dobrym humorem i samopoczuciem!
26.09.2015 zostaliśmy zaproszeni razem z Michałem na 40-lecie pożycia małżeńskiego jego cioci i wujka. Czekałam na to odkąd dostaliśmy tylko zaproszenie. Uwielbiam takie święta, rodzinna atmosfera, wspólne śpiewy i tańce, przepyszne jedzenie i coś dobrego do picia (raz na kiedyś można hahahaha). Byliśmy ubrani tak jak sobie wymarzyłam i wszystko poszło w dobrym kierunku. Co tu dużo mówić, wstawiam wam kilka zdjęć, żebyście zobaczyli nas w 'poważnej i eleganckiej' odsłonie! Mam nadzieję, że wam się spodoba <3




Już jestem!

Hejka!
Wybaczcie mi za tak długą nieobecność, ale niestety nie miałam jak dodawać wpisów, ponieważ mój 'kochany' komputer odmówił mi posłuszeństwa. Zresztą jak zwykle, kiedy chcę coś dodać. Teraz sprawa wyglądała całkiem poważnie, bo rozlał się cały ekran i trzeba było koniecznie wymienić matrycę. Teraz jest już idealnie i mogę dalej spełniać swoje pasje. Niedawno zaczęła się jesień. Co prawda czasem pizga tak mocno, że nie mam ochoty wyjść z domu, ale co ja poradzę... Szkoła to niestety siła wyższa, bo bez niej mogę być totalnym burakiem, bez wykształcenia. A co za tym idzie moi drodzy? Brak funduszy na spełnianie dalszych marzeń, a takiego końca chyba nie chce nikt. Wracając do jesieni, bo trochę się zapędziłam nie w ten temat co powinnam.. Postanowiłam razem z moim prywatnym fotografem Agatt Photography , że zrobimy jesienną sesję zdjęciową na dobre rozpoczęcie. Co prawda za dużo czasu nie miałyśmy, bo wiecie.. być uczniem szkoły średniej to wcale nie takie łatwe zadanie i czas nie pozwala na zbyt wiele przyjemności. Ale się udało! Myślę, że zdjęcia są całkiem interesujące i mogą wam się spodobać.
P.S Jeśli chcecie wiedzieć więcej z mojego codziennego życia zapraszam was na mojego snapchat'a i instagrama: pixelowelove :-*A jeśli chcecie zadać mi pytanie to zapraszam na mojego aska: pixelowelove





P.S.2 NIE POLECAM SUSHI Z BIEDRONKI!! OBRZYDLIWE, SERIO :(

wtorek, 8 września 2015

Nowa szkoła?

Hej wszystkim!
Tyle czasu mnie nie było,  ale to tylko dlatego, że mój laptop jest głupi i muszę mu wymienić ekran,  ponieważ się rozlał :')) Zaczął się nowy rok szkolny, nowe otoczenie i masa ludzi błąkajacych się samotnie po korytarzach. Z takim zjawiskiem spotykam się po raz pierwszy, co mnie bardzo zaskakuje. Nigdy nie miałam trudności z łapaniem kontaktu z innymi, a teraz jak się okazało wcale to nie jest takie proste jak się wydaje. Wszyscy zachowują się jak dorośli i powoli wkraczają w świat wyższej pierdolęcji. Powiem szczerze, że takie zachowania mi najzwyczajniej w świecie nie podchodzą i wierzę, że jeszcze coś się zmieni. A teraz zaczyna się ciężka praca, której muszę stawić czoła. Chodzę do klasy bioloogiczo-chemicznej (26 dziewczyn i 6 chłopaków), gdzie wszyscy z mojej klasy mają perspektywy, żeby iść na medycynę i zostać jakimś lekarzem. Też o tym głęboko rozmyślam,  ale uważam, że wszystko przyjdzie z czasem.
A tutaj macie zdjęcia z sesji, która odbyła się w sobotę. Jeśli chcecie to zapraszam na stronę na Facebook'u  Agatt Photography! Moja przyjaciółka robi i obrabia naprawdę super zdjęcia, polecam ;*
A wy jak w nowych szkołach?

niedziela, 23 sierpnia 2015

Szpitalnie.

Nienawidzę szpitali! Na samą myśl o tym robi mi się niedobrze. Białe ściany, metalowe łóżka, zamknięta przestrzeń i tłum lekarzy w białych kitlach to widok, którego po porostu nie cierpię. Od dziecka bałam się chodzić po różnych gabinetach lekarskich  i słuchać ich jaka to jestem obłożnie chora, a co było w tym najlepsze? Na każdą moją dolegliwość dostawałam te same leki. Nie ważne, że bolała mnie głowa czy brzuch. Zawsze musiałam brać to samo :')))) Parę dni temu musiałam doznać niesamowitego zaszczytu i jechać do szpitala, ponieważ przez ostatnie kilka miesięcy miałam straszne bóle w okolicach nadbrzusza. To były najgorsze 3 dni mojego życia. Kiepskie żarcie, opieka i wredne pielęgniarki to kwintesencja pobytu w Matce Polce. Wybaczcie, że aż w tak dosadny sposób wypowiadam się o tym szpitalu, ale niestety tak było. Miałam robioną gastroskopię i powiem wam szczerze, że patrząc przez pryzmat czasu to było zdecydowanie najgorsze 10 minut mojego życia. Uczucie nie do opisania, serio. Pod koniec mojego pobytu w szpitalu okazało się, że mam zapalenie woreczka żółciowego, a na dodatek mój organizm nie trawi pokarmów tak jak powinien. Prawdopodobnie jestem uziemiona z braniem leków do końca życia. No cóż takie życie, ale od tego się nie umiera, więc luzik.. Najbardziej boli mnie myśl, że nie mogę jeść swoich ulubionych rzeczy np. żelki, sok pomarańczowy czy pizza. Ale jeśli mam wybierać kolejną gastroskopię, albo życie bez tego to zdecydowanie wybieram to drugie. Jedynym fajnym wydarzeniem przez te 3 dni było zapoznanie nowej koleżanki z tego samego oddziału. Kamila mega mi pomogła. Podtrzymywała mnie na duchu i potrafiła rozśmieszyć, a to mi było wtedy bardzo potrzebne. Mam nadzieję, że szybko wróci do zdrowia i w końcu się ze mną spotka. Oczywiście moje przyjaciółki i Michał też mnie odwiedzili, bo bez nich powiem szczerze nie dałabym rady. Ratowali mi dupsko super jedzeniem, bo zamiast na woreczek żółciowy umarłabym chyba z głodu. Wiem, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi mając takie przyjaciółki i chłopaka, bo w dzisiejszych czasach jest strasznie ciężko o prawdziwą przyjaźń.
P.S. Trzymajcie za mnie kciuki! <3

niedziela, 16 sierpnia 2015

Serce czy rozum?

Cześć wszystkim!
Pewnie wszyscy się zastanawiacie dlaczego wakacje tak szybko mijają. Niestety, zostały już tylko dwa tygodnie odpoczynku. Na samą myśl robi mi się niedobrze! Zacznie się ciężka praca, a ja jako 'licealistka' będę musiała ciężko zapierniczać. Ale nie o tym teraz chcę z wami pogadać...
Każdy z nas ma jakieś hobby lub zainteresowania. 'Oczywiście nie będę wam się użalać i rozczulać, bo jak ktoś ostatnio stwierdził, na moim blogu zawsze się skarżę i nie robię nic innego, co moim zdaniem jest żałosne i nieprawdziwe!' Wracając. Od zawsze marzyłam, aby w przyszłości być kimś ważnym dla innych. Może nazwałam to teraz bardzo ogólnie ale odkąd pamiętam, chciałam pomagać ludziom. Wysłuchiwać ich problemów, dawać dobre rady, współpracować i dawać poczucie bezpieczeństwa. Praca w przyszłości jako stomatolog, niestety mi tego nie zapewni. Nie ukrywam, że zawsze chciałam nim zostać, bo po części mnie to interesuje, a po drugie mogą być z tego dobre zarobki, co w dzisiejszym XXI wieku jest wyczynem.
Zawsze zadaje sobie pytanie i jakoś nigdy nie mogę zdecydować.. Czy powinnam w przyszłości kierować się sercem czy rozumem? Może jednym i drugim? Wiem, że w tym wieku wybieranie kim chcemy zostać jest czymś nienormalnym, ale w Polsce niestety szybko trzeba decydować o swoim losie. Dlatego postanowiłam, że spełnię swoje marzenie i zostanę tym kim od dawna chciałam zostać. Pewnie teraz się zastanawiacie jaki to zawód, lecz nie wiem czy nie pozostawić tego tajemnicą. Może w najbliższym czasie uchylę rąbka tajemnicy. Jak wpadniecie na jakiś pomysł od razu napiszcie do mnie wiadomość w postaci maila lub na facebook'u! ;*
P.S Mam nadzieję, że spodobała wam się dzisiejsza notka i odbierzecie ją w dość pozytywny sposób.
Do zobaczenia już wkrótce!
P.S.2 Wpadajcie na snapa, instagrama, żeby móc śledzić mnie na bieżąco!

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Trochę się działo!

Cześć wszystkim!
Bardzo was przepraszam za tak długą nieobecność, ale sami wiecie... Wakacje to taki czas, gdzie regenerujemy swoje ciało i mózg do ciężkiej pracy we wrześniu. Trochę przez ten ostatni czas się wydarzyło. Do Polski przyjechała moja przyjaciółka Paula, która mi w ostatnim czasie dużo pomogła za co bardzo jej dziękuje. Spędziłyśmy ze sobą wspaniałe dwa dni, gdzie wygadałyśmy się za wszystkie czasy, ale co tu dużo mówić. Następne nasze spotkanie odbędzie się w grudniu, a nie ukrywajmy dużo jeszcze zostało. :)



Później od 31 lipca do 2 sierpnia byłam z Michałem w Warszawie u mojej rodziny. Trochę się działo, bo zupełnie nie znaliśmy dróg do miejsc, gdzie chcieliśmy dotrzeć. Gdyby nie google maps to na pewno nie byłoby tak wesoło. Sami przyznajcie, że bez internetu w dzisiejszych czasach jest mega ciężko. Człowiek szybko przyzwyczaja się do bardzo przydatnych rzeczy, a potem gdy ich brakuje to nie wiemy jak mamy sobie poradzić. Trochę to śmieszne, bo czasem (praktycznie zawsze xd) ludzie zachowują się jak CEBULE, ale no cóż. Żyjemy w takich czasach a nie innych. Od samego początku nie uważałam, że jestem człowiekiem, który ma zdanie takie jak wszyscy. Zawsze starałam się mieć swoje zdanie i stawiać na swoim, ponieważ mam bardzo zawzięty charakter i jestem po prostu szczera. Nie będę wspominać sytuacji, które były po prostu gówniane, bo nie o tym jest ten post. Przejdźmy dalej :D









 Następnym wydarzeniem były urodziny mojej najlepszej przyjaciółki Oli. Była przepiękna pogoda, a słońce dawało się we znaki. Chociaż Ola mieszka dość daleko ode mnie (1,5 godziny) to i tak jedyną rzeczą jaką mi przeszkadzała to jazda w autobusie bez klimatyzacji, masakra! Pot leje się po dupie, a ty musisz jechać z jednego zadupia na drugie. Jedyną myślą jaką miałam wtedy to był ogromny basen z masakrycznie dużą ilością zimnej wody jaki miała obok swojego domu. To dawało mi motywację, haha. A tak na serio to nie śmiałabym nie przyjechać na tak ważny dzień dla jednej z najważniejszych osób mojego życia. Było naprawdę super!

 Wbijajcie na bloga Agatki, warto poczytać! Fajne posty o kosmetykach i urodzie ;*
P.S. Żeby potem nie było.. Agatson to moja druga najlepsiejsza na świecie przyjaciółka <3

A na samym końcu sierpniowych wyjazdów wisienką na torcie był wyjazd z Michałem do jego rodziny w okolicach Łęczycy. Była bardzo piękna pogoda. Niedaleko drewnianego domku widniało jezioro, gdzie cała rodzina wspólnie udała się na niedzielne opalanie i kąpiel (woda nie była za ciepła, ale dało się wytrzymać). Na początku powiem szczerze, że stresowałam się takimi spotkaniami, ale gdy poznałam tak świetnych ludzi traktujących mnie jak swoją własną rodzinę to zrobiło mi się od razu cieplej na sercu. Dla takich osób i chwil naprawdę warto żyć!