Nastał ten czas, dzisiaj wigilia i świąteczne żarcie. Przygotowania idą u mnie pełną parą. A u was?
Z okazji tych świąt chciałabym wam życzyć spełnienia waszych najskrytszych marzeń, pieniędzy, szczęścia w miłości, dużo zdrowia i samozaparcia w nadchodzącym nowym roku. Żebyście zawsze dążyli do celu i nie poddawali się tak łatwo. Uśmiechu na twarzy i super prezentów pod choinką.
22 grudnia w moim liceum obchodziliśmy wigilię klasową. Było dużo pyszności na stole i super prezenty, ale zawsze się znajdzie taki ktoś, kto będzie się o wszystko czepiał. Nie powiem kto to, bo i tak dużo wam to nie powie, ale jakbym mogła najchętniej dostała by łyżką świątecznej kapusty z grochem czy śledzikiem na raz po prostu w twarz. *a podobno w święta się wybacza*. Co prawda nie mogłam za dużo pomóc przy przygotowaniach, ponieważ ledwo się z tym gipsem doczołgałam na pierwsze piętro i miałam już dość, ale byłam dzielna i dałam radę, jak już wiecie to nigdy się tak łatwo nie poddaję.
Wczoraj wraz z moim młodszym rodzeństwem ciotecznym postanowiliśmy zrobić pierniczki, żeby móc powiesić je na choince. Powiem wam szczerze, że nie bawiliśmy się w skomplikowane przepisy na pierniczki niczym te na sernik Pascala, tylko poszliśmy po najmniejszej linii oporu. *aż wstyd się przyznać*. Wszystko zajęło nam 4 godziny, bo to ciasto chyba miało dałna. Efekt końcowy nie był co prawda powalający na kolana, ale cieszył oczy.
P.S. Może i te pierniczki ładnie wyglądają, ale niestety smakują paskudnie. Sama chemia i piecze cholernie w język!
P.S.2. Śledźcie mojego snapa i instagrama: pixelowelove
ZAPRASZAM!












































