Nienawidzę szpitali! Na samą myśl o tym robi mi się niedobrze. Białe ściany, metalowe łóżka, zamknięta przestrzeń i tłum lekarzy w białych kitlach to widok, którego po porostu nie cierpię. Od dziecka bałam się chodzić po różnych gabinetach lekarskich i słuchać ich jaka to jestem obłożnie chora, a co było w tym najlepsze? Na każdą moją dolegliwość dostawałam te same leki. Nie ważne, że bolała mnie głowa czy brzuch. Zawsze musiałam brać to samo :')))) Parę dni temu musiałam doznać niesamowitego zaszczytu i jechać do szpitala, ponieważ przez ostatnie kilka miesięcy miałam straszne bóle w okolicach nadbrzusza. To były najgorsze 3 dni mojego życia. Kiepskie żarcie, opieka i wredne pielęgniarki to kwintesencja pobytu w Matce Polce. Wybaczcie, że aż w tak dosadny sposób wypowiadam się o tym szpitalu, ale niestety tak było. Miałam robioną gastroskopię i powiem wam szczerze, że patrząc przez pryzmat czasu to było zdecydowanie najgorsze 10 minut mojego życia. Uczucie nie do opisania, serio. Pod koniec mojego pobytu w szpitalu okazało się, że mam zapalenie woreczka żółciowego, a na dodatek mój organizm nie trawi pokarmów tak jak powinien. Prawdopodobnie jestem uziemiona z braniem leków do końca życia. No cóż takie życie, ale od tego się nie umiera, więc luzik.. Najbardziej boli mnie myśl, że nie mogę jeść swoich ulubionych rzeczy np. żelki, sok pomarańczowy czy pizza. Ale jeśli mam wybierać kolejną gastroskopię, albo życie bez tego to zdecydowanie wybieram to drugie. Jedynym fajnym wydarzeniem przez te 3 dni było zapoznanie nowej koleżanki z tego samego oddziału. Kamila mega mi pomogła. Podtrzymywała mnie na duchu i potrafiła rozśmieszyć, a to mi było wtedy bardzo potrzebne. Mam nadzieję, że szybko wróci do zdrowia i w końcu się ze mną spotka. Oczywiście moje przyjaciółki i Michał też mnie odwiedzili, bo bez nich powiem szczerze nie dałabym rady. Ratowali mi dupsko super jedzeniem, bo zamiast na woreczek żółciowy umarłabym chyba z głodu. Wiem, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi mając takie przyjaciółki i chłopaka, bo w dzisiejszych czasach jest strasznie ciężko o prawdziwą przyjaźń.
P.S. Trzymajcie za mnie kciuki! <3
niedziela, 23 sierpnia 2015
niedziela, 16 sierpnia 2015
Serce czy rozum?
Cześć wszystkim!
Pewnie wszyscy się zastanawiacie dlaczego wakacje tak szybko mijają. Niestety, zostały już tylko dwa tygodnie odpoczynku. Na samą myśl robi mi się niedobrze! Zacznie się ciężka praca, a ja jako 'licealistka' będę musiała ciężko zapierniczać. Ale nie o tym teraz chcę z wami pogadać...
Każdy z nas ma jakieś hobby lub zainteresowania. 'Oczywiście nie będę wam się użalać i rozczulać, bo jak ktoś ostatnio stwierdził, na moim blogu zawsze się skarżę i nie robię nic innego, co moim zdaniem jest żałosne i nieprawdziwe!' Wracając. Od zawsze marzyłam, aby w przyszłości być kimś ważnym dla innych. Może nazwałam to teraz bardzo ogólnie ale odkąd pamiętam, chciałam pomagać ludziom. Wysłuchiwać ich problemów, dawać dobre rady, współpracować i dawać poczucie bezpieczeństwa. Praca w przyszłości jako stomatolog, niestety mi tego nie zapewni. Nie ukrywam, że zawsze chciałam nim zostać, bo po części mnie to interesuje, a po drugie mogą być z tego dobre zarobki, co w dzisiejszym XXI wieku jest wyczynem.
Zawsze zadaje sobie pytanie i jakoś nigdy nie mogę zdecydować.. Czy powinnam w przyszłości kierować się sercem czy rozumem? Może jednym i drugim? Wiem, że w tym wieku wybieranie kim chcemy zostać jest czymś nienormalnym, ale w Polsce niestety szybko trzeba decydować o swoim losie. Dlatego postanowiłam, że spełnię swoje marzenie i zostanę tym kim od dawna chciałam zostać. Pewnie teraz się zastanawiacie jaki to zawód, lecz nie wiem czy nie pozostawić tego tajemnicą. Może w najbliższym czasie uchylę rąbka tajemnicy. Jak wpadniecie na jakiś pomysł od razu napiszcie do mnie wiadomość w postaci maila lub na facebook'u! ;*
P.S Mam nadzieję, że spodobała wam się dzisiejsza notka i odbierzecie ją w dość pozytywny sposób.
Do zobaczenia już wkrótce!
P.S.2 Wpadajcie na snapa, instagrama, żeby móc śledzić mnie na bieżąco!
Pewnie wszyscy się zastanawiacie dlaczego wakacje tak szybko mijają. Niestety, zostały już tylko dwa tygodnie odpoczynku. Na samą myśl robi mi się niedobrze! Zacznie się ciężka praca, a ja jako 'licealistka' będę musiała ciężko zapierniczać. Ale nie o tym teraz chcę z wami pogadać...
Każdy z nas ma jakieś hobby lub zainteresowania. 'Oczywiście nie będę wam się użalać i rozczulać, bo jak ktoś ostatnio stwierdził, na moim blogu zawsze się skarżę i nie robię nic innego, co moim zdaniem jest żałosne i nieprawdziwe!' Wracając. Od zawsze marzyłam, aby w przyszłości być kimś ważnym dla innych. Może nazwałam to teraz bardzo ogólnie ale odkąd pamiętam, chciałam pomagać ludziom. Wysłuchiwać ich problemów, dawać dobre rady, współpracować i dawać poczucie bezpieczeństwa. Praca w przyszłości jako stomatolog, niestety mi tego nie zapewni. Nie ukrywam, że zawsze chciałam nim zostać, bo po części mnie to interesuje, a po drugie mogą być z tego dobre zarobki, co w dzisiejszym XXI wieku jest wyczynem.
Zawsze zadaje sobie pytanie i jakoś nigdy nie mogę zdecydować.. Czy powinnam w przyszłości kierować się sercem czy rozumem? Może jednym i drugim? Wiem, że w tym wieku wybieranie kim chcemy zostać jest czymś nienormalnym, ale w Polsce niestety szybko trzeba decydować o swoim losie. Dlatego postanowiłam, że spełnię swoje marzenie i zostanę tym kim od dawna chciałam zostać. Pewnie teraz się zastanawiacie jaki to zawód, lecz nie wiem czy nie pozostawić tego tajemnicą. Może w najbliższym czasie uchylę rąbka tajemnicy. Jak wpadniecie na jakiś pomysł od razu napiszcie do mnie wiadomość w postaci maila lub na facebook'u! ;*
P.S Mam nadzieję, że spodobała wam się dzisiejsza notka i odbierzecie ją w dość pozytywny sposób.
Do zobaczenia już wkrótce!
P.S.2 Wpadajcie na snapa, instagrama, żeby móc śledzić mnie na bieżąco!
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Trochę się działo!
Cześć wszystkim!
Bardzo was przepraszam za tak długą nieobecność, ale sami wiecie... Wakacje to taki czas, gdzie regenerujemy swoje ciało i mózg do ciężkiej pracy we wrześniu. Trochę przez ten ostatni czas się wydarzyło. Do Polski przyjechała moja przyjaciółka Paula, która mi w ostatnim czasie dużo pomogła za co bardzo jej dziękuje. Spędziłyśmy ze sobą wspaniałe dwa dni, gdzie wygadałyśmy się za wszystkie czasy, ale co tu dużo mówić. Następne nasze spotkanie odbędzie się w grudniu, a nie ukrywajmy dużo jeszcze zostało. :)
Później od 31 lipca do 2 sierpnia byłam z Michałem w Warszawie u mojej rodziny. Trochę się działo, bo zupełnie nie znaliśmy dróg do miejsc, gdzie chcieliśmy dotrzeć. Gdyby nie google maps to na pewno nie byłoby tak wesoło. Sami przyznajcie, że bez internetu w dzisiejszych czasach jest mega ciężko. Człowiek szybko przyzwyczaja się do bardzo przydatnych rzeczy, a potem gdy ich brakuje to nie wiemy jak mamy sobie poradzić. Trochę to śmieszne, bo czasem (praktycznie zawsze xd) ludzie zachowują się jak CEBULE, ale no cóż. Żyjemy w takich czasach a nie innych. Od samego początku nie uważałam, że jestem człowiekiem, który ma zdanie takie jak wszyscy. Zawsze starałam się mieć swoje zdanie i stawiać na swoim, ponieważ mam bardzo zawzięty charakter i jestem po prostu szczera. Nie będę wspominać sytuacji, które były po prostu gówniane, bo nie o tym jest ten post. Przejdźmy dalej :D
Następnym wydarzeniem były urodziny mojej najlepszej przyjaciółki Oli. Była przepiękna pogoda, a słońce dawało się we znaki. Chociaż Ola mieszka dość daleko ode mnie (1,5 godziny) to i tak jedyną rzeczą jaką mi przeszkadzała to jazda w autobusie bez klimatyzacji, masakra! Pot leje się po dupie, a ty musisz jechać z jednego zadupia na drugie. Jedyną myślą jaką miałam wtedy to był ogromny basen z masakrycznie dużą ilością zimnej wody jaki miała obok swojego domu. To dawało mi motywację, haha. A tak na serio to nie śmiałabym nie przyjechać na tak ważny dzień dla jednej z najważniejszych osób mojego życia. Było naprawdę super!
A na samym końcu sierpniowych wyjazdów wisienką na torcie był wyjazd z Michałem do jego rodziny w okolicach Łęczycy. Była bardzo piękna pogoda. Niedaleko drewnianego domku widniało jezioro, gdzie cała rodzina wspólnie udała się na niedzielne opalanie i kąpiel (woda nie była za ciepła, ale dało się wytrzymać). Na początku powiem szczerze, że stresowałam się takimi spotkaniami, ale gdy poznałam tak świetnych ludzi traktujących mnie jak swoją własną rodzinę to zrobiło mi się od razu cieplej na sercu. Dla takich osób i chwil naprawdę warto żyć!
Bardzo was przepraszam za tak długą nieobecność, ale sami wiecie... Wakacje to taki czas, gdzie regenerujemy swoje ciało i mózg do ciężkiej pracy we wrześniu. Trochę przez ten ostatni czas się wydarzyło. Do Polski przyjechała moja przyjaciółka Paula, która mi w ostatnim czasie dużo pomogła za co bardzo jej dziękuje. Spędziłyśmy ze sobą wspaniałe dwa dni, gdzie wygadałyśmy się za wszystkie czasy, ale co tu dużo mówić. Następne nasze spotkanie odbędzie się w grudniu, a nie ukrywajmy dużo jeszcze zostało. :)
Później od 31 lipca do 2 sierpnia byłam z Michałem w Warszawie u mojej rodziny. Trochę się działo, bo zupełnie nie znaliśmy dróg do miejsc, gdzie chcieliśmy dotrzeć. Gdyby nie google maps to na pewno nie byłoby tak wesoło. Sami przyznajcie, że bez internetu w dzisiejszych czasach jest mega ciężko. Człowiek szybko przyzwyczaja się do bardzo przydatnych rzeczy, a potem gdy ich brakuje to nie wiemy jak mamy sobie poradzić. Trochę to śmieszne, bo czasem (praktycznie zawsze xd) ludzie zachowują się jak CEBULE, ale no cóż. Żyjemy w takich czasach a nie innych. Od samego początku nie uważałam, że jestem człowiekiem, który ma zdanie takie jak wszyscy. Zawsze starałam się mieć swoje zdanie i stawiać na swoim, ponieważ mam bardzo zawzięty charakter i jestem po prostu szczera. Nie będę wspominać sytuacji, które były po prostu gówniane, bo nie o tym jest ten post. Przejdźmy dalej :D
Następnym wydarzeniem były urodziny mojej najlepszej przyjaciółki Oli. Była przepiękna pogoda, a słońce dawało się we znaki. Chociaż Ola mieszka dość daleko ode mnie (1,5 godziny) to i tak jedyną rzeczą jaką mi przeszkadzała to jazda w autobusie bez klimatyzacji, masakra! Pot leje się po dupie, a ty musisz jechać z jednego zadupia na drugie. Jedyną myślą jaką miałam wtedy to był ogromny basen z masakrycznie dużą ilością zimnej wody jaki miała obok swojego domu. To dawało mi motywację, haha. A tak na serio to nie śmiałabym nie przyjechać na tak ważny dzień dla jednej z najważniejszych osób mojego życia. Było naprawdę super!
Wbijajcie na bloga Agatki, warto poczytać! Fajne posty o kosmetykach i urodzie ;*
P.S. Żeby potem nie było.. Agatson to moja druga najlepsiejsza na świecie przyjaciółka <3
A na samym końcu sierpniowych wyjazdów wisienką na torcie był wyjazd z Michałem do jego rodziny w okolicach Łęczycy. Była bardzo piękna pogoda. Niedaleko drewnianego domku widniało jezioro, gdzie cała rodzina wspólnie udała się na niedzielne opalanie i kąpiel (woda nie była za ciepła, ale dało się wytrzymać). Na początku powiem szczerze, że stresowałam się takimi spotkaniami, ale gdy poznałam tak świetnych ludzi traktujących mnie jak swoją własną rodzinę to zrobiło mi się od razu cieplej na sercu. Dla takich osób i chwil naprawdę warto żyć!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)















